poniedziałek, 26 maja 2008

I'm home!

Hmm... Jakby na to nie patrzeć dość długo się tutaj nie udzielałem, ale głupia sprawa.... zapomniałem nazwy bloga. Ostatnia notka przeszło miesiąc temu. Kupa czasu! A więc po kolei...


"-Kici kici, taś taś ... -Do lwa? do lwa kurwa?"


To może postaram się jakoś to ułożyć chronologicznie:

4 maja
Dzień przed maturą. Kiedy inni sobie powtarzali na ostatnią chwilę materiał, w ja w tym czasie z Alkiem, Olą i Jennifer postanowiliśmy się zabawić i pójść na majówkę. Nawet nie nastawiałem się na tak świetną zabawę. Grali: Dżem -> happysad -> Strachy na Lachy, a później sobie poszedłem. W międzyczasie grał jeszcze Indianos Bravos i inne zespoły (czy jakoś tak), których osobiście nie słuchałem, więc nawet nie wychwyciłem kiedy ktoś grał, a kiedy zespół się stroił. W międzyczasie poznałem Martę (Paskuda) i Justynę.


"Hurra! Hurra! Dzisiaj matura! Marynara i fryzura, matura"


5 maja
Jak już można było wyczytać w moim własnym prywatnym Czasoumilaczu w tym dniu miałem maturę. Tak dokładniej, to był to początek małego maratonu maturalnego. W poniedziałek pisałem maturę z polskiego.

Ogólnie rzecz biorąc nie lubię nigdy oceniać "jak poszło", dlatego wnerwiają mnie takie pytania (jak poszło, nie wiem jak poszło, 30 czerwca będę mógł powiedzieć), ale chyba nie wszyscy sobie zdają z tego sprawę. A dziwię się trochę, bo w końcu rodzice znają mnie od (prawie) 19 lat....

A co do matury, to mogę powiedzieć, że była fajna. Podczas przeglądania czy zgadza się liczba kartek zobaczyłem jeden z tematów

"Lalka, no to kicha. Kurde, muszę pisać na drugi temat, chyba że nie znam lektury z drugiego tematu..."

Nie żebym nie przeczytał tej fascynującej i interesującej lektury, tylko że żeby nie popaść w uzależnienie od jej czytania powstrzymałem się siłą od przeczytania ostatnich 60 stron. Tak więc wybrałem temat dotyczący wierszu Adama Mickiewicza oraz Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Podobno był trudniejszy, ja tam nie wiem, ale się zdziwiłem, że tak bardzo mi się przydała historia.


"Raczej siedzimy na dachach bawimy się w powietrze"


6 maja
We wtorek pisałem maturę z angielskiego. Też wcale taka zła nie była, pewnie te 30% dostanę ;). Mimo moich cichych próśb niestety pojawił się jakiś temat dotyczący hotelu itd. (strasznie nie lubię kwestii dotyczących mieszkań). Ale dzięki mojej umiejętności kombinowania i improwizowania (o tak ;]) jakoś sobie dałem radę. Tak jak przed polskim, nic nie powtarzałem (właściwie to chciałem, ale o 21 zauważyłem, że zostawiłem repetytorium u babci).


Sinus, cosinus daj Panie trzy minus


7 maja
Matura z WOSu.... Tutaj mogę z ręką na sercu napisać, że było beznadziejnie. Pierwszy raz widziałem tak trudną maturę (mimo, iż to był poziom rozszerzony). Po prostu jak zobaczyłem te wszystkie pytania i zadania, to można było stracić wiarę w to co się pisze. Napisałem do tego wypracowanie na jakieś 3-4 strony, ale szczerze mówiąc to nie sądzę, żebym naskrobał tego wszystkiego na owe 30%. Szkoda gadać...


"-Ręce do góry! To jest napad kurwa!
-Wysil się trochę. Chłopaki już ręce trzymają w górze, a że napad to widać"


8 maja
Angielski ustny. Właściwie tutaj kończy się pierwszy etap moich matur. Tutaj też nie powtarzałem kompletnie niczego i dopiero w szkole na trochę przed wejściem przypomnieli mi jak to w ogóle wygląda i ile ma się na co czasu. Całość przebiegała bardzo sprawnie i jak miałem wejść do środka o 10, tak o 10 była w środku osoba, która na liście była za mną. Wyniki miały być podane o 15, a już przed 14 dostawaliśmy z Michałem pierwsze telefony z informacją jak niektórym poszło. Zdałem na 75% (wynik nie jest jakiś ekstra, ale może być)


"Ci którzy nie pamiętają historii są skazani na jej ponowne przeżycie"



13 maja
Historia. Właściwie to nawet chciałem nieco powtórzyć i w tym celu pożyczyłem podręczniki od Angeliki, ale tak jakoś wyszło, że w końcu do nich nie zajrzałem. Skoro na próbnych miałem wcale nie najgorsze wyniki, a na tle innych, którzy zdawali historię byłem jednym z lepszych (bez nauki), to chyba tą prawdziwą historię zdam ;). Szczerze mówiąc, to chciałbym dostać jakieś 60%, bo na więcej nie liczę. Jak dostanę mniej to będzie wynikało z mojego zbyt luźnego podejścia, ale jakoś na razie nie bardzo mnie to razi (nie wiem, czy to przejaw braku odpowiedzialności, czy czegoś innego).


Żeby wyprodukować kilogram kawy trzeba zużyć 20 000l wody


19 maja
I ten dzień był moją najlepszą improwizacją. Ale może cofnijmy się na dzień przed. Otóż 18 maja była niedziela i przez cały dzień nie mogłem się zebrać, żeby w końcu przygotować prezentację z polskiego.

Wieczorem stwierdziłem, że jak sobie nie obejrzę "Ranczo" to wtedy będę miał dyskomfort, że nie wiem co było w tym odcinku (oto co robi telewizja z ludźmi). Po serialu jeszcze zjadłem kolację i wziąłem się za przygotowanie mojej prezentacji (start: dokładnie 21.35). Właściwie to wyglądało tak, że czytałem materiały, które wcześniej zebrałem i dopasowywałem co powiem, do jakiego punktu. O 23:45 położyłem się spać i doszedłem do wniosku, że już mi się nie chce nad tym siedzieć (gdzie prezentacja była dopiero do połowy), do tego doliczcie drugą kolację i prysznic. Prawie nic nie spałem.

W dniu prezentacji czytałem non stop moje materiały, w drodze do szkoły czytałem, przed prezentacją czytałem. Jak się okazało mieliśmy bardzo miłą komisję, na pół godziny przed moją kolejką zrobiłem próbę czasu (wypadła beznadziejnie), a przed wejściem nakreśliłem sobie ołówkiem, żebym podał jakieś definicje. Prezentacja przeszła dość gładko, definicje wymyślałem na bieżąco sam, a całość bardzo ładnie zmieściła się w moje 15 minut. Przy wynikach dowiedziałem się, że zaliczyłem maturę najlepiej i to aż na 95%.


O czym to świadczy? Poziom matur? Szczęście? Umiejętność improwizowania? Bardziej się skłaniam, że poziom wcale nie był taki zły, tylko my w rodzinie po prostu mamy dar do robienia wszystkiego na ostatnią chwilę (siostra pisała pracę licencjacką na tydzień przed oddaniem). Ale nie polecam tego próbować ;-).


W roku 2006 sprzedano (uwaga) 991 000 000 komórek.


W międzyczasie spotykałem się dość często z Justyną (tą którą poznałem na majówce) i pierwszy raz od dawna mogłem sobie z kimś pogadać zupełnie swobodnie, bez pieprzenia się w jakieś "polityczne" uprzejmości czy poprawności. Przynajmniej była to osoba, która mnie wcześniej nie znała, gdzie mogłem się pokazać z zupełnie innej strony (chociaż z furiata stałem się człowiekiem flegmatycznym xP - jakoś to wyśrodkuję). Nie wiem, czy ona wejdzie na tego bloga i będzie jej się chciało tyle czytać, ale dziękuję za ten spędzony czas i przywrócenie mi wiary w kilka rzeczy.


"XXI wiek, dwa guziczki, a on kurwa nie umie zdjęcia zrobić"


To chyba na razie tyle co chciałem napisać. Mam nadzieję, że się nie zanudzicie i następna notka będzie nieco ciekawsza i będę mógł w nią tchnąć więcej optymizmu i swobody. Pozdrowienia dla Justyny, Alka, Ochroniarza, Kielsona, Paskuda, Kuby i Kasi.

4 komentarze:

Martyna pisze...

Według mnie akurat Tobie matury poszły bardzo dobrze. Grunt to opanowanie, którego jak widać Ci nie brakuje. Nie to co mi, że zakuwam do ustnego tydzień, ide na egzamin i mnie dosłowanie zatyka z wrażenia i nie moge słowa wydusić.

iduna pisze...

no nie, a gdzie pozdrowienia dla mnie?! :p

Unknown pisze...

No dla mnie właśnie też nie ma pozdrowień :P

A Twoja matura z polskiego to kpina.
Marne 95 % ;D

AngelaDzika pisze...

Z polskim to naprawdę poszalałeś ;]
A matura już za nami ;] xD (no chyba ze przed nami ale to dopiero za rok ;P) Na razie 4 miesiące wolnego =)