niedziela, 1 czerwca 2008

Odolanów, ekipy i alergia

Ludzie posiadający mój numer gg na swojej liście mogli zauważyć, że na weekend zrobiłem wypad z Alkiem do Odolanowa, a dokładniej do znajomej poznanej na majówce - Kasi (Katarzynie). Ale ja jako "ten od historii" lubię chronologię wydarzeń, więc może po-ko-lei.


"
jak po nocnym niebie sunące białe obłoki nad lasem
jak na szyi wędrowca apaszka szamotana wiatrem
jak wyciągnięte tam powyżej gwiaździste ramiona wasze
a tu są nasz, a tu są nasze
"


piątek
Ogólnie rzecz biorąc mieliśmy wystartować o 11 spod mojego domu, ale dzwoni Alek "Kamil, jednak będę o 11,30". To sobie posiedziałem trochę dłużej u Ochroniarza (Pitera), gdy znowu dzwoni telefon "Jednak o 12". W tym czasie spakowałem się i robiłem bułki na drogę, więc w sumie wyjechaliśmy ok. 12:15/20. Pomijając wrocławskie korki droga przebiegła bardzo gładko, dojechaliśmy bezbłędnie (bez GPSa :P ), ale z takim pilotem i takim kierowca inaczej być nie mogło ;).

Na miejscu ku mojemu zdziwieniu okazało się, że Odolanów nie jest wsią, a.... miasteczkiem! Chociaż nie powiem, bo bardzo fajnie się tam spędza czas, to ja nie mógłbym tam mieszkać. Jak raz mój szwagier powiedział o swoim miejscu urodzenia - Oleśnie (wielkością podobne do Odolanowa)

"Olesno to jest miasto gdzie można tylko pić i umierać"

Ale my nie zamierzaliśmy tam ani pić (chyba, że piwo przy ognisku), ani umierać. Na dobry początek poszliśmy na spacer z psem, który miał chyba jakieś ADHD i na gliniankach wskakiwał do najbardziej śmierdzącej wody, której ja bym kijem nie dotknął (ale pies ogólnie fajny). Później przegadaliśmy całe popołudnie w domu.



"
Będziemy smucić się starannie!
Będziemy szaleć nienagannie!
"



Wieczorem przy ognisku cały czas śpiewaliśmy. Jedyne przerwy jakie były, to właściwie wtedy gdy Alek jadł lub pił (a i tak nie zawsze). W sumie w ruch poszły wszystkie hity po kolei (łącznie z Ich Troje xP ), ale czy tego chcieliśmy, czy nie do 24 musieliśmy zakończyć ognisko (żeby ochrona się nie czepiała). Po ognisku poszliśmy na mały rekonesans miasta (a właściwie to wracaliśmy nieco okrężną drogą). Po godzinie 1 posiedzieliśmy jeszcze trochę na ławeczkach, ale przez wzgląd na wrażliwych sąsiadów poszliśmy spać na górę. Dzień był bardzo udany, a kładąc się spać przywitał mnie napis na ścianie


"I co się gapisz pedale?"


sobota
W sobotę na full spontan postanowiliśmy zrobić sobie wypad nad jezioro. Sam wyjazd był bardzo udany, jeziorko nawet ciepłe, fajnie się pływało, tylko doszedłem do wniosku, że spadek mojej formy jest zatrważający i trzeba coś z tym zrobić. W sumie to byśmy chętnie zostali dłużej, ale widocznie rodzice jednej koleżanki zaczęli za nią tęsknić "Gdzie jestem? U Katarzyny jestem" podczas gdy w tle śpiewały sobie ptaszki, a niedaleko dzieciaki wskakiwały do wody robiąc niezły szum. Ciekawie ;)


"My dzieci dekadentów. Córki, synowie rozpusty"


Ogólnie rzecz biorąc było naprawdę super. Zapomniałem napisać o wizycie w obserwatorium, wspomnieć o kilku rzeczach i nie obraźcie się, że nie wymienię imiennych pozdrowień dla ekipy, ale zawsze miałem kiepską pamięć do imion. Ale pozdrawiam serdecznie ekipę z Odolanowa i reszty świata, która tam była i mam nadzieję, że zobaczymy się niedługo w znacznie większym gronie.


" to wtedy ty i ja i zawsze jeszcze ktoś"


P.s: wiem i zdaję sobie sprawę, że piszę nudno, ale ostatnimi czasy po prostu nie stać mnie na jakiś ciekawszy styl. Może to jest wina pogody?