wtorek, 23 czerwca 2009

"Ale nie wie nikt wśród żywych | Czy ten szlak, to szlak prawdziwy"

"Żadna praca nie hańbi" (... ale każda męczy)


Czy aby na pewno? Czy żaden zawód nie okrywa się hańbą?

Co prawda nie jest to mój temat do rozważania, ale od tego punktu zaczął się mój tok myślowy, który doszedł do ciekawych wniosków dotyczących wiary ludzi w medycynę niekonwencjonalną.

Gdzie praca, a gdzie medycyna? Oto jak sobie pomyślałem:



-żadna praca nie hańbi, czy to jest prawdziwe?

Gdybyśmy mieli zapytać ludzi o haniebne zawody, to bez mrugnięcia okiem odpowiedzą, że na pewno to jest prostytucja - wiem, bo zawsze tak jest i sam tak dzisiaj pomyślałem. Ale z drugiej strony, czy bardziej karygodne jest swobodne dysponowanie swoim ciałem (mowa o prostytucji, testerach narkotykowych, piercing, zwykły pracoholizm, ....), czy czerpanie korzyści z sutenerstwa (gdy jest narzucana "ochrona" dla przydrożnych pań, lub zwyczajne zmuszanie do prostytucji)?

A co z ludźmi starszymi? Ludzie starsi bardzo często naciągani i oszukiwani z racji swoich demencji, chorób i lęków. Moja babcia co chwila dostaje zaproszenia na prezentacji kolejnych cudownych poduszek i kołder, czy innych rzeczy lub specyfików. Czy nie to powinniśmy bardziej potępiać? Nie prostytutki, które z własnej woli oddają swoje ciało, ale ludzie których nazywamy przedsiębiorczymi, ale którzy żerują na ludzkiej naiwności, czy ociemnienia umysłowego.

By the way: jeśli podczas ankiety zapytamy o śmieciarzy, złomiarzy, sprzątaczki czy robotników fizycznych, to ludzie odpowiedzą z lekkim oporem, że ten rodzaj pracy też nie hańbi. Skąd ten opór? Może czas zweryfikować pewne poglądy? Może czas nabrać większego szacunku dla ludzi, którzy w naszym społeczeństwie przyczyniają się do tego, że nazywamy się cywilizowanym społeczeństwem?


-dlaczego łatwo jest oszukiwać?

W przypadku oszustów dało mi do myślenia, czemu Ci ludzie tak chętnie chodzą na wszelkie prezentacji i pozwalają sobie wciskać poduszkę wartą 20zł, za cenę 10krotnie większą?

Otóż moim zdaniem każdy człowiek ma jakieś lęki. Jedni boją się starości, inni choroby, ale czy słusznie? Każda z tych rzeczy dotyka nas na inny sposób, ale kończąc np. 70 czy 80 lat musimy się liczyć, że nasze ciało będzie inaczej reagowało na pewne rzeczy, będą dotykały choroby, bóle reumatyczne i nie będziemy tak sprawni. Choroby też nas ograniczają - to mogę powiedzieć z własnego doświadczenia. Jestem astmatykiem i alergikiem, i o ile nie dusi mnie co chwila, o tyle jestem uczulony na prawie wszystko. Muszę się liczyć z tym, że muszę sprawdzać co jem i piję, albo gdy pozwolę sobie na małą odskocznię, to muszę się liczyć ze swędzeniem, zmianami skórnymi, czy innymi reakcjami mojego organizmu.

Ale nie budzę się codziennie z myślą: "jestem chory na:..... zarabiam: ..... denerwuje mnie: ...."
Musimy się liczyć z pewnymi ograniczeniami.

Z tego powodu nie jestem na razie w stanie zrozumieć, czemu ludzie potrafią przerywać leczenie chemią (rak), czy farmakologicznego (HIV/AIDS) na rzecz jakiegoś samozwańczego bioenergoterapeutę, który pomruga oczami, powie kilka słów, machnie rękami i wsadzi do jakiejś klateczki oplecionej drucikiem z prądem z bateryjki.

Tak samo jak nie wierzę w lecznicze źródełka. Moim zdaniem łyczek wody nie zastąpi brakiem minerałów w naszych kościach i w ogóle w organizmie spowodowane długoletnią złą dietą. Może to bardziej efekt Placebo?

Jeśli chcemy długo żyć, to odżywiajmy się zdrowo, uprawiajmy sport (jest tyle dyscyplin, że każdy jeden człowiek znajdzie coś dla siebie) i podchodźmy pozytywniej do życia. Nie można zaniedbywać pewne rzeczy, żeby później żyć nadzieją, że nasze problemy rozwiążą cudowne poduszki z cudownego materiału, cudowne źródełka, cudowne kamyczki, cudowne szczepy bakterii, czy inne cudowne cudowności.

Jeden łyk, jedna wizyta, jedna rzecz, czy nawet wydane tysiące złotych nie naprawią w ciągu 1 miesiąca pewnych rzeczy, jeśli niszczyliśmy je przez ostatnie 360 (w przypadku tylko/aż 30 lat).


"Tonący brzytwy się chwyta"

Ale lepiej utonąć całemu, niż z uciętą ręką (za "rękę" możemy podstawić co chcemy- mieszkanie, szacunek, pieniądze, czyli wszystko co możemy stracić niepotrzebnie), gdy można te rzeczy spożytkować lepiej dla przyszłych pokoleń.


Nie potępiam i nie neguję medycyny niekonwencjonalnej, ale trzeba być racjonalnym. Nie mam nic do pijawek, ziółek, czy wielu innych rzeczy sprawdzonych od lat i przede wszystkim naturalnych, ale denerwuje mnie że ludzie w tej ucieczce od pewnych rzeczy kompletnie zatracają rozum. Chyba, że dogadamy się z pewnym panem, z którym dogadał się Faust, czy Pan Twardowski, ale wtedy znacznie przepłacimy. Prawda?

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

1) poddaję pod wątpliwość stwierdzenie, jakoby prostytutki swobodnie dysponowały swoim ciałem z własnej woli- część z nich pewnie tak, ale reszta...
2) ludzie rezygnują z leczenia chemią, bo: jest to leczenie bardzo bolesne. wyobraź sobie niesamowity ból ciała, ciągłe wymioty, nieustanne osłabienie, ciągłe infekcje grzybicze itp. przez lata trwania choroby. do tego po bolesnej chemioterapii, kiedy już zaczynasz żyć normalnie i wydaje ci się, że rak zniknął, masz nawrót choroby, przerzuty, czekają cię kolejne serie bolesnego leczenia, a ty już dokładnie wiesz, jaki koszmar cię czeka... po kilku takich przeżyciach człowiek ma już dość bólu, więc nie dziw się, że są tacy podatni na proponowane im "leczenie", które po seriach chemii wydaje się być zbawienną szansą na uniknięcie bólu...
zanim ocenisz tych ludzi, zastanów się, ile razy w swoim życiu walczyłeś o coś i zawsze kończyło się to porażką- nie miałeś ochoty zrezygnować? ...

kamillo58 pisze...

Bardzo miło jest widzieć, że mam myślących czytelników :).

ad.1 wyraziłem się w późniejszej części, że nie wszystkie robią to dobrowolnie.

ad.2 powiem szczerze, że tak dokładnie nie znam się na leczeniu chemioterapią, dlatego dziękuję za zwrócenie uwagi w tym kierunku. I dlatego też wspomniałem, że "nie jestem na razie w stanie zrozumieć", ale fakty które przedstawiłaś i sposób w jaki to zrobiłaś sprawiają, że mam coraz więcej zrozumienia.

Dziękuję

marta-w-drodze pisze...

1) Przeczytałam jeszcze raz i wybacz, ale nigdzie nie doczytałam stwierdzenia, że nie wszystkie robią to dobrowolnie. Tak dobrze jest to zakamuflowane, czy mam problem z czytaniem ze zrozumieniem?
2) Nie od dziś wiadomo, że syty głodnego nie zrozumie :-) Wiedza otwiera oczy nieco szerzej- kiedyś myślałam dokładnie w ten sam sposób, co Ty.
3) Fajnie być myślącym czytelnikiem :-)